Z pozoru niewinna czynność mogła doprowadzić do katastrofy w przestworzach. Samolot linii EasyJet, lecący z egipskiej Hurgady do Londynu-Luton, został zmuszony do natychmiastowego przerwania rejsu i awaryjnego lądowania na lotnisku Fiumicino w Rzymie. Powodem nagłej zmiany kursu okazał się pozostawiony w luku bagażowym powerbank, który w trakcie lotu bezustannie ładował inne urządzenie. Kapitan podjął decyzję o natychmiastowym posadzeniu maszyny na ziemi po tym, jak jeden z pasażerów zaalarmował personel pokładowy.
Skąd decyzja kapitana o przerwaniu rejsu?
Wprawdzie po wylądowaniu okazało się, iż akumulator nie uległ uszkodzeniu, ale kapitan nie miał wyboru. Mmiędzynarodowe standardy bezpieczeństwa nakazują bezwzględne eliminowanie ryzyka związanego z aktywnym zasilaniem sprzętu w hermetycznych strefach cargo. Dla ponad stu pasażerów ta decyzja oznaczała przymusowy nocleg w rzymskich hotelach oraz ogromne opóźnienie. Kontynuację podróży uniemożliwiły bowiem restrykcyjne limity czasu pracy załóg.
Tak stanowcza reakcja jednak nie powinna dziwić. Wynika bezpośrednio ze specyfiki fizykochemicznej ogniw litowo-jonowych, z których korzysta niemal każda współczesna przenośna ładowarka. Urządzenia te są podatne na zjawisko tzw. niestabilności termicznej, która może zostać zainicjowana przez mikrodefekt fabryczny, wstrząsy lub nagłą zmianę ciśnienia w kabinie. W efekcie dochodzi do błyskawicznego wzrostu temperatury, eksplozji i pożaru, który emituje toksyczne substancje.
O ile ogień powstały w przestrzeni pasażerskiej obsługa może od razu dostrzec i ugasić, o tyle pożar w odizolowanym luku bagażowym pod pokładem rozwinąć się może niezauważony, potrafiąc w kilka minut dokonać ogromnych szkód. Z tego powodu Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) niedawno wprowadziła kolejne obostrzenia dotyczące przewozu powerbanków na pokładzie samolotów.
Przepisy pozwalają na zabranie powerbanków wyłącznie do bagażu podręcznegoCoraz większa liczba niebezpiecznych incydentów w samolotach z powerbankami w roli głównej
Niebezpieczne zdarzenia związane z przewozem powerbanków wcale nie są taką rzadkością, jak mogą się wydawać. W listopadzie ubiegłego roku na lotnisku w Melbourne (Australia) znajdujący w kieszeni spodni jednego z pasażerów powerbank niespodziewanie eksplodował. Spowodował przy tym rozległe rany oparzeniowe dolnych kończyn oraz rąk. Jeszcze bardziej przemawiający do wyobraźni przypadek odnotowano na początku 2025 roku w Korei Południowej. Wówczas uszkodzony powerbank pozostawiony w kabinie doprowadził do pożaru, który całkowicie strawił zaparkowany na płycie lotniska samolot pasażerski.
Źródło: BBC, The Independent / Zdjęcie otwierające: Unsplash (@winstontjia)

7 godzin temu






