Audiofilski kabel, błoto czy banan? Audiofile nie usłyszeli różnicy

15 godzin temu

Czy audiofilskie kable naprawdę grają lepiej? W ślepym teście porównano je z bananem i mokrym błotem – uczestnicy wyzwania nie usłyszeli różnicy.

Audiofilski kabel kontra cokolwiek innego. Ślepy test mówi wszystko

Granica pomiędzy światem produktów dla audiofili a tak zwanym audiovoodoo zaciera się coraz mocniej. W sieci przybywa marketingowych tekstów skrywających się pod postacią „recenzji”, przekonujących miłośników dobrego brzmienia o magicznych adekwatnościach zupełnie zwyczajnych produktów. Audiofilskie podstawki pod głośniki, pod kable (!), czy wreszcie same audiofilskie kable trafnie wyśmiewa chociażby dobrze znany w polskim świecie audio Ton składowy. Producenci sprzętu tego typu w opisach akcesoriów dzielnie walczą z naginaniem zasad fizyki, a ich nieuczciwe praktyki obnażają ślepe testy, których ci unikają jak ognia. Jeden z takich testów przeprowadził moderator forum diyAudio o pseudonimie Pano.

Pano zaprosił do uczestnictwa w teście użytkowników forum, zatem w teorii osoby będące w stanie usłyszeć zniuansowane różnice w brzmieniu. Ich zdaniem było przesłuchanie garści plików dźwiękowych w czterech wersjach. Jedna próbka pochodziła bezpośrednio z oryginalnego pliku z płyty CD, a trzy pozostałe zostały nagrane po przepuszczeniu sygnału odpowiednio przez 180 cm profesjonalnego miedzianego przewodu audio, przez 20 cm mokrego błota, przez 120 cm starego kabla mikrofonowego przylutowanego do amerykańskich monet (centów) oraz przez 13-centymetrowego banana i dodatkowe 120 cm tego samego układu co wcześniej.

Nie uwierzyłbym, gdybym nie zobaczył.

Grafika: Pano/diyAudio

Pomysł na eksperyment narodził się po obejrzeniu filmu dokumentalnego Amigo. Pokazano w nim, jak amerykańska armia w Filipinach wykorzystywała ziemię jako przewód powrotny w telegrafie. Skoro sygnał można przesyłać przez grunt na duże odległości, Pano zaczął się zastanawiać, jak zabrzmi dźwięk przesłany w podobny sposób. Test z błotem i bananem pokazał, iż choć są to kiepskie przewodniki, w praktyce wprowadzane zmiany okazały się dla przeciętnego słuchacza praktycznie niewykrywalne.

Potęga marketingu nie zna granic

Siła sugestii. Słyszeliście prawdopodobnie nie raz, iż placebo w niektórych przypadkach potrafi działać tak dobrze, jak leki? Cóż, w świecie audio bywa podobnie. o ile komuś wmówi się, iż kabel kosztujący kilkadziesiąt tysięcy złotych za metr gra doskonale, to ten ktoś może w to uwierzyć i słyszeć różnicę. Dlaczego producenci rozwiązań z gatunku audiovoodoo jak diabeł wody święconej boją się ślepych testów? Ten udowodnił dlaczego.

Pierwsze wyniki testu dowiodły, iż uczestnikom było niezwykle trudno poprawnie wskazać, która próbka została nagrana z użyciem którego okablowania. I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie, bo przecież ani banana, ani tym bardziej mokrego błota, raczej nie kojarzymy z materiałami idealnymi do przesyłania sygnału audio. Autor eksperymentu wytłumaczył jednak sprawę całkiem przyziemnie: włączenie takich egzotycznych elementów do obwodu działa w praktyce jak dołożenie rezystora szeregowo. Efekt? Spadek poziomu sygnału, ale bez wyraźnych zniekształceń.

Po miesiącu oczekiwania na odpowiedzi uczestników podsumowano wyniki testu. I tu dopiero zaczyna się najciekawsza część.

Wyniki ślepego testu. Audiofilskie kable jednak „nie grają”? | Grafika: Pano/diyAudio

Wyniki testu mówią same za siebie

Na 43 odpowiedzi tylko 6 było poprawnych. To zaledwie 13,95% trafień. Po przeliczeniu wyników w arkuszu i zastosowaniu rozkładu dwumianowego wyszło, iż szansa uzyskania takiego rezultatu przy zwykłym zgadywaniu wynosi 6,12% – czyli bardzo blisko progu istotności 5%, który statystycy często uznają za graniczny. W praktyce oznacza to jedno: odpowiedzi uczestników były niemal całkowicie losowe.

Wszystko powyższe potwierdza wniosek Pano: słuchacze nie potrafili wiarygodnie odróżnić oryginalnego nagrania od wersji przepuszczonych przez dodatkowe elementy toru. Działo się to niezależnie od tego, czy był to profesjonalny przewód z miedzi, czy mokre błoto z ogródka.

Taniej i lepiej niż JBL? Sprawdziłem Xiaomi Sound Party – recenzja

Źródło: oprac. Instalki.pl via Pano/diyAudio

audiociekawostki
Idź do oryginalnego materiału