
W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku. Zwłaszcza jeżeli korzystasz z Microsoft Teams.
Start rakiety SLS, perfekcyjna trajektoria, systemy podtrzymywania życia działające jak w zegarku. Oficjalnie ruszyła dziesięciodniowa misja Artemis II – czterech astronautów leci w stronę Księżyca, a NASA testuje technologie mające nas kiedyś doprowadzić aż na Marsa. I właśnie w tym momencie, podczas tej całej epopei, z głośników nasłuchu radiowego pada zdanie, które brzmi jak z przeciętnego open space’u w Mordorze na Domaniewskiej:
„I’ve got two Outlooks and none of them works.”
Astronauta w drodze na orbitę księżycową zgłasza do centrum kontroli problem z… Microsoft Outlookiem.
Poniżej oficjalna transmisja z której pochodzi nagranie, a pod nim post z X-a uczynnego użytkownika, który wyciął adekwatną część:
Yes… In case anyone was wondering, Microsoft still sucks in space. pic.twitter.com/vf5b0lQgc7
— Marcus House (@MarcusHouse) April 2, 2026Orion kontra Outlook – 0:1
Z transmisji wynika, iż astronauta miał na urządzeniu dwie instancje Outlooka i żadna nie chciała współpracować. o ile właśnie przypomniało ci się, jak na służbowym laptopie masz Outlooka (starego, działa), Outlooka (nowego, niby lepszego, ale coś nie gra) plus jeszcze webowego Outlook w przeglądarce to wiesz dokładnie, w jakim miejscu swojej kosmicznej frustracji znalazł się astronauta. Różnica jest tylko taka, iż ty walczysz z tym przed spotkaniem na Teamsach, a on – lecąc 380 tys. kilometrów od Ziemi.
Cóż.
Przez lata mieliśmy klasycznego Outlooka z pakietu Office / Microsoft 365 – ciężki, ale przewidywalny kombajn. Potem pojawił się „nowy Outlook” oparty na technologii webowej, z interfejsem zbliżonym do Outlooka w przeglądarce. Do tego dochodzi Outlook w przeglądarce (dawny Outlook Web App), mobilne aplikacje na Androida i iOS, a po drodze jeszcze emerytowany już klient poczty z Windowsa 10.
Efekt? Dla wielu użytkowników „Outlook” to nie jedna aplikacja, tylko cała rodzina podobnych, ale jednak różnych klientów, z innymi ustawieniami, innymi ograniczeniami i innymi bugami. Wystarczy, iż IT w firmie testuje nowego Outlooka na części stacji roboczych, a reszta siedzi na klasyku – i nagle masz dokładnie to, co usłyszeliśmy z kapsuły Orion: „mam dwa Outlooki i żaden nie działa”.
W przypadku NASA dochodzi jeszcze warstwa bezpieczeństwa, polityk korporacyjnych, VPN-ów, zdalnego dostępu i specjalistycznego oprogramowania. To idealny przepis na sytuację, w której klient poczty – niby proste narzędzie – staje się wąskim gardłem w środku misji wartej miliardy dolarów.
Microsoft OutlookKontrast jest tu wręcz groteskowy. Z jednej strony NASA korzysta z Deep Space Network – gigantycznej infrastruktury anten rozmieszczonych na trzech kontynentach, która pozwala utrzymywać łączność z sondami na krańcach Układu Słonecznego. Do tego dochodzą testy łączności laserowej zdolnej przesyłać wideo w wysokiej rozdzielczości na dystansie około 380 tys. kilometrów między Ziemią a Księżycem.
Z drugiej strony, w tym samym systemie komunikacyjnym, gdzieś na końcu łańcucha, siedzi sobie zwykły, ziemski klient poczty, który potrafi wyłożyć się na problemie z instancją aplikacji.
Ten incydent przy okazji potwierdza coś, co do tej pory było raczej domysłem: NASA faktycznie korzysta z pakietu Microsoft 365 (lub przynajmniej z Outlooka) do części codziennych operacji – także tych, które dotykają bezpośrednio pracy załogi na pokładzie Oriona.
Możesz mieć rakietę o ciągu liczącym się w milionach niutonów, systemy nawigacji inercyjnej, redundancję wszystkiego – a i tak utkniesz na ekranie logowania do Outlooka.
Ale pod spodem jest też coś poważniejszego. Współczesne misje kosmiczne są coraz bardziej „cywilne” technologicznie. Zamiast customowych, pisanych od zera systemów coraz częściej wykorzystuje się komercyjne rozwiązania – od systemów operacyjnych, przez pakiety biurowe, po komunikatory. To ma sens: jest taniej, szybciej, łatwiej z tego szkolić ludzi. Ale oznacza też, iż do środowiska o ekstremalnych wymaganiach przenosimy wszystkie nasze ziemskie bolączki: bugi, niejasne migracje między „starym” a „nowym” klientem, problemy z licencjami, politykami i integracjami.
Jeżeli Outlook potrafi wywrócić ci poranek w biurze, to czemu miałby nie wywrócić procedury zdalnego serwisu systemu na tablecie w kapsule Orion?
Można się założyć, iż ten cytat z transmisji gwałtownie trafi do wewnętrznych prezentacji w Redmond jako przykład tego, jak bardzo trzeba uporządkować komunikację wokół Outlooka. Bo jeżeli choćby astronauci gubią się w tym który Outlook jest „tym adekwatnym” to coś poszło nie tak. Na szczęście póki co to mały bug dla Outlooka, duży uśmiech dla ludzkości.








