
Wrześniowe wydarzenie Apple miało być ważne. W końcu po raz pierwszy w roli prowadzącego na otwarciu stanął John Ternus, człowiek od lat wskazywany jako naturalny sukcesor Tima Cooka. I już po pierwszych minutach mogę powiedzieć jedno: wypadł świetnie.

Był spokojny, zrównoważony, pewny siebie i perfekcyjnie przygotowany. Ani na scenie, ani w nagranych fragmentach nie było widać choćby cienia napięcia. Nie próbował nikogo udawać, nie kopiował sposobu prowadzenia prezentacji Cooka. Po prostu sprawnie przejął scenę, a Apple wyraźnie pokazało, iż ma przygotowaną sukcesję nie tylko na papierze.

Zresztą sam początek, z żartem dotyczącym Tima Cooka, był naprawdę dobry. Tim pojawia się, człowiek odruchowo myśli: „No tak, zaczynamy”, a po chwili dostajemy komunikat, iż jednak czekamy na tego drugiego. Ubawiłem się setnie. Apple rzadko pozwala sobie na podobny luz, ale tutaj zagrało to idealnie — rozładowało napięcie i jednocześnie dało Ternusowi bardzo eleganckie wejście.
Potem zaczęła się konferencja o nowych produktach. W praktyce jednak była to prezentacja Apple, które coraz mocniej wierzy w swoje urządzenia jako jeden wspólny ekosystem.

iPhone 18 Pro: fotografia przede wszystkim
iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max wyglądają naprawdę dobrze. Nowe kolory są świetne: czarny jest wręcz absurdalnie czarny, jakby zasysał światło niczym niewielka czarna dziura. Bordowy wygląda elegancko i dużo lepiej niż na renderach, a niebieski też ma swój charakter. Cieszy również drobna, ale zauważalna zmiana: szklany fragment z MagSafe na pleckach jest znacznie mniej widoczny i nie odcina się tak mocno od reszty obudowy jak w ubiegłorocznych iPhone’ach 17 Pro.
Co ciekawe, nowe modele pasują do obudów z iPhone’a 17 Pro i 17 Pro Max. Nie przypominam sobie, aby Apple zrobiło wcześniej coś podobnego przy zmianie generacji modeli Pro. Drobnostka? Pewnie. Ale dla osób, które kupiły dobre, drogie etui rok temu — bardzo sympatyczna.

Największa zmiana kryje się oczywiście w aparacie. Zmienna przysłona robi ogromne wrażenie. To nie jest funkcja, którą zauważy każdy podczas pierwszych pięciu minut używania telefonu. Dla przeciętnego użytkownika iPhone 18 Pro nie będzie pewnie dramatycznie innym urządzeniem niż 17 Pro. jeżeli jednak robicie dużo zdjęć — zwłaszcza świadomie — to jest absolutny sztos i bardzo mocny argument za zmianą.
Do tego dochodzi nowy tryb manualny w systemowej aplikacji Aparat. Histogram, balans bieli, czas migawki, kontrola przysłony — Apple wchodzi na teren, który dotąd zagospodarowywały Halide, Camera+ i podobne aplikacje. To zresztą typowy ruch firmy z Cupertino: obserwuje, co robią najlepsi niezależni deweloperzy, a potem przenosi najbardziej potrzebne rozwiązania do systemu. Dla użytkownika świetnie, bo dostaje więcej bez dodatkowych aplikacji. Dla twórców tych aplikacji — dużo mniej wesoło.
A20 Pro ma zapewnić większą wydajność i, przede wszystkim, lepsze jej utrzymanie dzięki nowemu chłodzeniu. To ważne w kontekście Apple Intelligence, gier i przetwarzania zdjęć czy wideo, ale dla mnie aparat jest tutaj prawdziwym bohaterem. jeżeli fotografujecie iPhonem dużo, iPhone 18 Pro jest sprzętem, którego po prostu będziecie chcieli używać.

Apple Watch robi się jeszcze bardziej systemowy
Apple Watch Series 12 i Apple Watch Ultra 4 otrzymały nowe sensory, a wraz z nimi większą porcję danych zdrowotnych. Częstsze pomiary tętna, HRV, wskaźnik gotowości organizmu, nowe interpretacje kondycji i regeneracji — to wszystko brzmi bardzo sensownie, szczególnie dla osób aktywnych.
Jednocześnie Apple ponownie robi coś, co robi od lat: zabiera część powodów do instalowania aplikacji zewnętrznych. Readiness, interpretacja HRV czy szerszy kontekst regeneracji były domeną takich aplikacji jak Athlytic, Bevel czy Gentler Streak. Teraz coraz więcej z tych możliwości trafia wprost do watchOS i aplikacji Zdrowie.

Jako użytkownik bardzo to doceniam. Jako ktoś, kto lubi rynek aplikacji i kibicuje niezależnym deweloperom, mam mieszane uczucia. Apple daje nam funkcje systemowe, zwykle świetnie zintegrowane i dobrze dopracowane, ale przy okazji zmniejsza przestrzeń dla małych twórców. Nie jest to nowe zjawisko, tylko teraz widać je wyjątkowo wyraźnie.

Series 12 w nowym brązowym kolorze wygląda bardzo dobrze, a nowe wersje ceramiczne są po prostu genialne. To zegarki, które choćby w czasach coraz mocniejszej konkurencji przez cały czas potrafią wyglądać jak produkt premium, a nie kolejny mały ekran przypięty do nadgarstka.
Nie rozumiem natomiast jednej rzeczy. Apple Watch wciąż nie potrafi sensownie połączyć się z komputerem rowerowym. Tymczasem potrafi komunikować się z profesjonalnymi urządzeniami na siłowni — między innymi od Technogym czy Peloton — i korzystać z ich danych. Dlaczego więc firma, która tak mocno promuje kolarstwo, treningi i zdrowie, nie daje podobnej integracji z komputerami rowerowymi? Zwłaszcza gdy wielu użytkowników Apple Watcha ma obok niego Garmina, Wahoo czy Hammerheada na kierownicy. Tego kompletnie nie rozumiem.

AirPods 5: nie dla mnie, ale rozumiem ich sens
Nowe AirPods 5 pozostają słuchawkami dousznymi, nie dokanałowymi. To nie jest moja kategoria — ja zostaję przy AirPods Pro — ale nie można nie docenić kierunku, który wybrało Apple.
Aktywna redukcja hałasu w takiej konstrukcji to duży krok. Do tego dochodzą lepsze sterowanie, znane choćby z AirPods Pro 3, oraz wyraźnie bardziej zaawansowane przetwarzanie dźwięku. Apple próbuje rozwiązać odwieczny problem otwartych słuchawek: komfort i kontakt z otoczeniem są świetne, ale hałas potrafi zniszczyć całą przyjemność słuchania. o ile nowe ANC rzeczywiście działa tak dobrze, jak zapowiedziano, AirPods 5 będą bardzo sensowną propozycją dla ogromnej grupy użytkowników.

iPhone Duo: siedem lat czekania miało sens
I wreszcie on. iPhone Duo.
Czekałem na niego naprawdę długo — siedem lat od momentu, w którym Samsung pokazał pierwszego Folda. Przez ten czas składane telefony zdążyły dojrzeć, ale zawsze miały jakieś „ale”: widoczne zagięcie ekranu, gruby zawias, średnio przemyślany interfejs, poczucie kompromisu. Apple bardzo długo obserwowało ten rynek. Teraz weszło na niego po swojemu i, przynajmniej po pierwszym kontakcie, wygląda na to, iż warto było czekać.

Najbardziej imponuje mi wewnętrzny ekran z nanostrukturalną powierzchnią. Dzięki niemu zagięcie przy otwartym urządzeniu jest praktycznie niewidoczne. To genialny ruch. Gdyby ekran był błyszczący jak w innych składanych telefonach, załamanie światła natychmiast zdradzałoby miejsce zgięcia. Apple nie tylko próbowało je mechanicznie ukryć, ale także ograniczyło jego widoczność samym wykończeniem wyświetlacza.

Sam format jest świetny. iPhone Duo po złożeniu pozostaje poręcznym telefonem, a po rozłożeniu zmienia się w urządzenie, które bardzo realnie może zastąpić mi iPada. Apple odrobiło tu lekcję z oprogramowania: dock został przeniesiony na bok, aby lepiej wykorzystać ekran, interfejs potrafi się przeorganizować, a obsługa dwóch aplikacji naraz działa intuicyjnie i opiera się na gestach, które gwałtownie wchodzą w nawyk.
Świetne są też detale. Brak wystającego zakończenia zawiasu sprawia, iż palec nie zahacza o niego podczas gestów. To pierwszy składany telefon, w którym ten element nie przeszkadza w codziennym korzystaniu. Jest przycisk sterowania aparatem, szybkie ładowanie i stereofoniczny dźwięk. Można postawić urządzenie pod praktycznie dowolnym kątem — jako budzik, ekran do oglądania filmu albo niewielki statyw do aparatu.

Bardzo podoba mi się również pomysł wykorzystania zewnętrznego ekranu podczas robienia zdjęć. Osoba fotografowana może widzieć podgląd kadru, a dzieci mogą mieć na ekranie Snoopy’ego, który przyciągnie ich wzrok dokładnie tam, gdzie powinny patrzeć. Niby detal, ale właśnie z takich detali powstaje produkt, którego chce się używać.

Nie będzie Face ID, jest Touch ID i możliwość odblokowania przez Apple Watch. Szczerze? W przypadku tego produktu nie widzę tu wielkiego problemu. Zakładam, iż 90–95% użytkowników iPhone’a Duo będzie nosić Apple Watch, więc odblokowywanie zegarkiem będzie dla nich zupełnie naturalne.
Aparaty bazują na iPhonie 18 Pro, choć zabrakło zmiennej przysłony i trzeciego obiektywu. To będzie wymagało przyzwyczajenia, zwłaszcza u osób wychowanych na modelach Pro. Apple Pencil USB-C, którego wsparcie ma pojawić się jesienią, może jednak przechylić szalę. Do pisania, nanoszenia uwag, szybkiego szkicu czy pracy w podróży taki ekran z rysikiem będzie fenomenalny. Czekam też na sensowną, zewnętrzną klawiaturę — wtedy mój iPad Pro może mieć naprawdę mocnego konkurenta.

Apple nie pokazało tylko nowych sprzętów
Ta konferencja była czymś więcej niż zwykłą jesienną aktualizacją portfolio. Apple pokazało nowe iPhone’y, zegarki i słuchawki, ale jednocześnie bardzo wyraźnie opowiedziało o przyszłości, w której wszystkie te urządzenia są elementami jednego osobistego systemu.
iPhone 18 Pro jest dziś najlepszym narzędziem fotograficznym. Apple Watch zbiera i interpretuje coraz więcej danych o zdrowiu. AirPods mają pomagać słyszeć, rozumieć i pamiętać. A iPhone Duo może być tym urządzeniem, które połączy telefon, mały tablet, aparat i narzędzie do pracy w jednej, naprawdę przemyślanej formie.
Po siedmiu latach obserwowania składanych telefonów mam wreszcie poczucie, iż Apple nie tylko dołączyło do tego rynku. Ono właśnie ustawiło go po swojemu.
W kwestii Johna Ternusa jestem spokojny…
Jeśli artykuł Apple zaczęło nowy rozdział. I zrobiło to bardzo po swojemu – moje pierwsze wrażenia nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

1 godzina temu













