
Od 15 grudnia możemy śmiało korzystać w Polsce z Apple Fitness+, czyli usługi w ramach aplikacji Fitness, w której znajdziemy całą masę treningów prowadzonych przez wykwalifikowanych trenerów z całego świata. adekwatnie w każdej dziedzinie sportu, którego część możemy uprawiać w domu. Materiały te są nagrywane w autorskich przestrzeniach Apple, w Londynie i Cupertino. Cena? 19,99 zł miesięcznie lub 159 zł rocznie, czyli mniej niż miesięczny koszt dowolnego trenera z YouTube, nie wspominając o treningu personalnym realizowanym osobiście. Haczyk? Brak polskiego dubbingu i polskich napisów oraz… Siri po polsku.
Jak ma się Siri do Fitness+? Nijak, ale tuż po ogłoszeniu największego rozszerzenia sportowej usługi Apple od czasu jej debiutu w Polsce skomentowaliśmy to klasycznie, czyli: „Gdzie jest polska Siri!?”.
Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2026
Gdzie jest polska Siri?!
Albo i gorsze inwektywy w kierunku firmy z Cupertino sypią się znad Wisły adekwatnie non stop. Ceny idą w górę – narzekamy, iż za drogo. Ceny idą znacznie w dół – narzekamy, iż przez cały czas za drogo, a w ogóle to powinno być za darmo. Apple dodaje nową usługę, na którą czekaliśmy – narzekamy, iż zamiast niej powinni dodać Siri. Apple doda w końcu Siri i wiecie co? Moim zdaniem pierwsza fala komentujących będzie – tak, narzekała – na jej akcent albo napisze, iż to nikomu niepotrzebne.
Nie zamierzam bronić Apple, ale w mojej ocenie nie potrafię znaleźć uzasadnienia dla tego, co obserwuję w technologicznej bańce od ponad 10 lat. Po ogłoszeniu debiutu wspomnianego Fitness+ w Polsce zapytałem na X tych właśnie komentujących, którzy narzekali na brak polskiej Siri, odnosząc się do całkowicie niezwiązanej premiery sportowej usługi Apple: „Z czego byście faktycznie korzystali z pomocą Siri, gdyby była po polsku?”. Efekt? Cisza albo odpowiedzi w stylu: „Nie wiem, ale to skandal, iż nie ma!” lub: „A co to ma do rzeczy? W USA mają!”. Dosłownie kilka osób odpowiedziało, podając konkretne braki, np. związane z brakiem większej integracji usług Apple z naszym językiem, choćby w kontekście Apple Intelligence. Brak przewidywania i korekty tekstów w języku polskim. Brak możliwości łatwego i szybkiego, głosowego sterowania systemowym Kalendarzem i Przypomnieniami po polsku. Braki w systemowym Mailu. I tego typu argumentację szanuję i w 100% rozumiem! Mnie też tego brakuje, ponieważ choć systemów na każdym z urządzeń z logo nadgryzionego jabłka na obudowie używam od 15 lat w języku angielskim – to jednak piszę po polsku.
To, iż sam nie przestawiłbym się na mówienie i korzystanie z Siri w naszym języku, nie oznacza, iż dla kogoś to nie stanowiłoby dosłownie całkowitej zmiany sposobu korzystania z jego ekosystemu urządzeń. Pojawienie się Siri prawdopodobnie oznaczałoby dla nas, Polaków, możliwość kupienia w kraju choćby głośników HomePod czy wprowadzenie do sprzedaży komputera Apple Vision Pro. To dla mnie całkowicie jasne. Czy zatem uważam też, iż produkt, który nie ma wszystkich funkcji oferowanych przez Apple klientom w USA, to w pewnym stopniu wybrakowany produkt? Tak, mogę się z tym zgodzić.
Co zatem mi nie pasuje?
Retoryka, która ma znaczenie
Postaram się do tego odnieść w najbardziej kurtuazyjny sposób, w jaki potrafię. Drodzy użytkownicy i użytkowniczki sprzętów Apple – pisanie pod każdym ogłoszeniem tej czy innej marki tekstów mówiących o tym, iż marka XYZ „szkaluje Polaków”, „pluje rodakom w twarz” albo jest „****” (nazwa związana z fizjologią człowieka) nie tylko nic w temacie nie wnosi, ale pokazuje, iż kompletnie niepoważnie podchodzimy do technologii, z której rzekomo chcemy korzystać w pełni. Tu nie chodzi o samo Apple, Samsunga czy inną markę. Albo może chodzić, ale na samym końcu. Przede wszystkim moim zdaniem chodzi tu o nas. O mnie i o ciebie.
Słowa i język, którymi się w życiu posługujemy, mają ogromne znaczenie i są najlepszą wizytówką pozostałych tematów. Bardzo często to papierek lakmusowy dla naszego światopoglądu i stanu psychoemocjonalnego, a przynajmniej dla naszego otoczenia. Wracając jednak do samych siebie, to uważam, iż o ile nie potrafimy wskazać obszarów, których brak danej usługi, technologii czy wiedzy nam przeszkadza i choć spróbować wyjaśnić samym sobie tego, dlaczego i w czym – to po prostu ślepo powtarzamy zdanie kogoś innego. W ten sposób hejt w sieci stał się już lata temu realnym problemem, a wcześniej – poza internetem. To, iż czegoś nie ma, nie oznacza jeszcze co do zasady, iż dla ciebie czy dla mnie stanowi to problem. Czy może stanowić? No jasne, tylko dowiedzmy się dlaczego i w czym. Ta intencjonalność korzystania z technologii jest kompletnie pomijana w dyskusjach o tejże. A szkoda, bo to zmienia zasady gry, czemu poświęciłem w całości swój e-book. Być może strzelam teraz do własnej bramki, ale o ile przez cały czas brak polskiej Siri i wiele innych rzeczy będzie jedynie powodem do tworzenia kolejnych clickbaitowych tytułów technologicznych kanałów czy podcastów, to absolutnie do niczego to nie doprowadzi. Bo choćby o ile dana firma dostrzeże braki i je załata, to założę się, iż przeważająca część tych, którzy na fali hejtu podbijali zasięgi tego typu treści, z owych nowości skorzysta nie więcej niż raz. Mogę się rzecz jasna mylić.
Pod koniec ubiegłego roku miałem ciekawą rozmowę z osobą, która jest absolutnie poza naszą technologiczną bańką. Gdy powiedziałem jej, iż Apple umożliwia zgłaszanie błędów poprzez aplikację Feedback, odpowiedziała mi tak:
„A ja myślałem, iż to na YouTube i na X najlepiej hejtować, bo Apple czyta te komentarze”.
Pozostawię powyższe bez dalszego komentarza. Sam czekam na dzień pojawienia się polskiej Siri. Zadam wtedy z niepohamowaną chęcią słuchaczom i czytelnikom jedno pytanie: W czym polska Siri pomaga ci na co dzień? Ja już wiem, bo korzystam z niej od lat i to się nie zmieni, ale chętnie poszukam inspiracji u innych!
Jeśli artykuł Apple nigdy nas nie zadowoli? nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

5 godzin temu







