Amerykanie chcą masowo wycofać żołnierzy z Europy? Polska może być wyjątkiem

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Pentagon analizuje wycofanie choćby 40 tys. żołnierzy z Europy. Polska może być jednak wyjątkiem, bo równolegle rozmawia z USA o zwiększeniu obecności.

Pentagon rozważa największą od zakończenia zimnej wojny redukcję amerykańskich sił w Europie. Jeden z analizowanych wariantów zakłada wycofanie około 25 tys. żołnierzy, a najbardziej radykalny choćby 40 tys. W tym samym czasie Polska prowadzi jednak z Waszyngtonem rozmowy zmierzające dokładnie w przeciwnym kierunku: o zwiększeniu obecności wojsk USA i stworzeniu stałej bazy. Na razie nie ma decyzji o wycofaniu dziesiątek tysięcy wojskowych. Dowódca sił USA w Europie ma przedstawić pierwszą analizę, a ostateczna rekomendacja dla szefa Pentagonu ma być gotowa 6 listopada. Dopiero później sprawa trafi do prezydenta Donalda Trumpa.

Z 80 tys. może zostać znacznie mniej

Dzisiaj w Europie znajduje się około 80 tys. amerykańskich żołnierzy. Pentagon analizuje kilka wariantów nowego rozmieszczenia sił i według informacji przekazanych przez amerykańskich i zachodnich urzędników jeden z nich oznaczałby wycofanie około 25 tys. ludzi.To mniej więcej jedna trzecia obecnej liczebności.

Jeszcze bardziej radykalny scenariusz mówi choćby o 40 tys. żołnierzy. Gdyby został zrealizowany w pełnym zakresie, to z Europy mogłaby zniknąć około połowa obecnych sił USA. Razem z ludźmi kontynent mogłyby opuścić również samoloty, okręty, uzbrojenie i inne elementy amerykańskiego zaplecza wojskowego.

Największe zmiany miałyby dotknąć przede wszystkim państwa, w których Amerykanie od dekad utrzymują duże instalacje wojskowe. W Niemczech znajduje się w tej chwili około 35 tys. amerykańskich żołnierzy, we Włoszech około 12 tys., a Hiszpania jest ważnym miejscem stacjonowania sił morskich i lotniczych. To właśnie te kraje wymieniane są wśród najbardziej prawdopodobnych miejsc redukcji.

Pentagon nie analizuje przy tym wyłącznie wariantu polegającego na zabraniu wojska z Europy i wysłaniu go do USA. Jedną z możliwości jest również wewnętrzne przetasowanie i przeniesienie części sił na wschodnią flankę NATO. I w tym miejscu właśnie pojawia się Polska.

Jeszcze 10 września przedstawiciele polskiego MON spotkali się z amerykańską delegacją kierowaną przez Williama Cappellettiego, który z ramienia Pentagonu odpowiada za rozmowy dotyczące zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. Tematem były warunki jej wzmocnienia, infrastruktura i dalsze konsultacje. Ustalono harmonogram kolejnych rozmów oraz utworzenie grup roboczych. Amerykanie odwiedzili również Powidz i Poznań, gdzie sprawdzali istniejące zaplecze i inwestycje przygotowane dla wojsk USA.

Dzień przed pojawieniem się informacji o możliwym wycofaniu choćby 40 tys. ludzi Donald Trump ogłosił z kolei, iż nastąpił postęp w rozmowach dotyczących stałej bazy US Army w Polsce. Według prezydenta USA niedługo może zostać wskazana jej lokalizacja. Nie oznacza to jeszcze formalnej decyzji o budowie ani określenia liczebności wojsk, ale potwierdza, iż rozmowy przez cały czas trwają.

Polska od miesięcy przygotowuje się do scenariusza, w którym część amerykańskich żołnierzy przestaje jedynie rotacyjnie przyjeżdżać nad Wisłę, a zostaje tu na stałe. Dyskusja dotyczy nie tylko samych żołnierzy, ale także lokalizacji, infrastruktury i kosztów utrzymania dużego amerykańskiego komponentu. Dlatego ewentualna redukcja wojsk USA w Europie nie musi z automatu oznaczać redukcji w Polsce.

Pentagon może chcieć przesuwać wojska bliżej Rosji

Dowódca sił USA w Europie gen. Alexus Grynkewich ma przedstawić kilka możliwych kierunków zmian. Wśród analizowanych rozwiązań znajduje się ograniczenie wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki, ale również przesunięcie części amerykańskich zdolności z zachodu kontynentu na wschodnią flankę NATO.

Dla Polski taki model nie byłby całkowicie nowy. Amerykanie mają już nad Wisłą rozbudowane magazyny sprzętu, zaplecze logistyczne, wysunięte dowództwo V Korpusu w Poznaniu oraz rozbudowują infrastrukturę w kolejnych lokalizacjach.

W Polsce powstają również nowe obiekty przygotowane dla tysięcy amerykańskich żołnierzy i dużych ilości sprzętu. W samym Świętoszowie rozwijane jest zaplecze mogące obsługiwać niemal 5 tys. wojskowych. To oznacza, iż część infrastruktury potrzebnej do ewentualnego przesunięcia sił na wschód już istnieje albo właśnie powstaje.

W maju Pentagon zdecydował o wycofaniu około 5 tys. żołnierzy z Niemiec. Niedługo później anulowano też planowaną rotację około 4 tys. żołnierzy z USA do Polski. Waszyngton tłumaczył te ruchy reorganizacją obecności wojskowej na kontynencie. Wycofanie 5 tys. wojskowych z Niemiec było pierwszym dużym sygnałem, iż amerykańska obecność w Europie zaczyna się zmieniać.

Później sytuacja Polski znowu się zmieniła. Donald Trump zadeklarował wysłanie nad Wisłę dodatkowych 5 tys. żołnierzy, a polskie władze rozpoczęły kolejne rozmowy dotyczące trwałego zwiększenia obecności.

To dobrze pokazuje, dlaczego przy obecnym przeglądzie trzeba oddzielać dwie rzeczy Jedna dotyczy łącznej liczby amerykańskich żołnierzy w Europie. Druga mówi o tym, gdzie dokładnie pozostaną ci, którzy zostaną na kontynencie.

40 tys. nie da się po prostu wycofać jednym podpisem

Radykalny wariant ma również przeszkodę po drugiej stronie Atlantyku. Kongres przyjął przepisy ograniczające możliwość zmniejszenia liczebności amerykańskich wojsk w Europie poniżej 76 tys. Prezydent może zejść poniżej tego poziomu po spełnieniu określonych warunków, w tym konsultacjach z sojusznikami i przedstawieniu ocen dotyczących wpływu takiej decyzji na bezpieczeństwo USA, NATO oraz odstraszanie Rosji.

Przy obecnej liczebności około 80 tys. ludzi choćby wariant wycofania 25 tys. oznaczałby zejście znacznie poniżej tego progu. Część parlamentarzystów z obu głównych amerykańskich partii już teraz krytykuje perspektywę tak głębokiej redukcji. Kongres posiada też bardzo praktyczne narzędzie nacisku: pieniądze. Przeniesienie dziesiątek tysięcy ludzi, samolotów, okrętów i sprzętu kosztowałoby miliardy, a finansowanie takich ruchów wymaga współpracy z ustawodawcami. Dlatego liczba 40 tys. jest dziś scenariuszem, a nie planem gotowym do wykonania.

Najbliższe tygodnie powinny pokazać, która z analizowanych koncepcji zdobędzie poparcie Pentagonu. Ostateczna rekomendacja ma trafić do Pete’a Hegsetha 6 listopada, a następnie do Donalda Trumpa. Dopiero wtedy będzie wiadomo, czy Waszyngton zdecyduje się na stosunkowo ograniczoną korektę, redukcję rzędu 25 tys. ludzi czy znacznie głębsze cięcia. Dla Polski najważniejsza będzie jednak druga część tej decyzji: nie tylko ilu żołnierzy pozostanie w Europie, ale gdzie tak adekwatnie zostaną rozmieszczeni.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: army.mil

Idź do oryginalnego materiału