Ameryka robi pod górkę NATO. Europie zabraknie bombowców i okrętów

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

USA planują ograniczyć pulę sił dostępnych dla NATO w kryzysie. Chodzi m.in. o bombowce, myśliwce, okręty i tankowce.

Pentagon planuje olbrzymią redukcję zdolności wojskowych dotychczas alokowanych do wsparcia NATO, obejmującą m.in. strategiczne bombowce, myśliwce, niszczyciele, powietrzne tankowce oraz systemy bezzałogowe. Dla Europy oznacza to konfrontację z faktem, iż przez dekady jej bezpieczeństwo opierało się w znacznym stopniu na amerykańskich zasobach wojskowych, których może po prostu zabraknąć.

To oczywiście nie jest wyjście z NATO, ale wymowniej się nie da

Planowane zmiany nie oznaczają oczywiście wystąpienia Stanów Zjednoczonych z NATO ani natychmiastowego zakończenia ich zaangażowania w obronę Europy. Dotyczą one puli zdolności wojskowych deklarowanych przez USA w ramach planowania obronnego Sojuszu na wypadek kryzysu. Redukcja tej puli ma zatem charakter bardziej planistyczny, jednak jej konsekwencje dla równowagi obciążeń w NATO mogą być naprawdę daleko idące.

Mowa tu o NATO Force Model, czyli modelu gotowości, w którym państwa członkowskie wskazują, jakie siły mogą zostać użyte w ramach planów obronnych Sojuszu. To tak naprawdę planowanie całej wojny: kto daje lotnictwo, kto obronę powietrzną, kto okręty, kto wojska lądowe, kto logistykę, kto rozpoznanie i kto uzupełnia najtrudniejsze zdolności, których Europa sama ma za mało.

Według najnowszych doniesień Waszyngton chce mocno zmniejszyć swój wkład właśnie w tych najbardziej wrażliwych obszarach. Liczba strategicznych bombowców udostępnianych NATO miałaby spaść o połowę, a liczba amerykańskich myśliwców o ok. 1/3. Marynarka wojenna USA miałaby zapewniać mniej niszczycieli, a okrętów podwodnych nie deklarować w tej formule wcale. Do tego dochodzą ograniczenia w samolotach do tankowania w powietrzu oraz w dronach rozpoznawczych i bojowych.

Europa traci nie tylko liczby, ale przede wszystkim najtrudniejsze zdolności

Najważniejszy problem nie sprowadza się do stanów osobowych armii europejskich. Istotą jest tu tak naprawdę wieloletnie oparcie planowania obronnego wielu państw europejskich na założeniu, iż w sytuacjach kryzysowych to Stany Zjednoczone zapewnią dostęp do zdolności o najwyższym stopniu zaawansowania technicznego, największym koszcie pozyskania i najniższej dostępności – takich jak transport strategiczny, tankowanie powietrzne, rozpoznanie satelitarne czy bombowce dalekiego zasięgu.

Strategiczne bombowce to nie są zwykłe samoloty z bombami. To platformy zdolne do przenoszenia dużego ładunku uzbrojenia i wykonywania uderzeń na ogromne odległości. Samoloty do tankowania w powietrzu wydłużają zasięg lotnictwa bojowego i pozwalają prowadzić operacje daleko od baz. Niszczyciele zapewniają obronę powietrzną, uderzenia rakietowe, osłonę zespołów okrętowych i obecność na morzu. Okręty podwodne są jednym z najtrudniejszych do zastąpienia narzędzi rozpoznania, odstraszania i zwalczania floty przeciwnika.

Jeżeli właśnie w tych segmentach wkład USA zostanie zmniejszony, to europejskie państwa nie uzupełnią luki kilkoma szybkimi zakupami. To są zdolności budowane przez lata, a często przez dekady. Wymagają przemysłu, ludzi, baz, szkolenia, systemów dowodzenia, zaplecza serwisowego i ogromnych pieniędzy.

Najboleśniejsze jest to, iż część europejskich państw dopiero po rosyjskiej inwazji na Ukrainę zaczęła naprawdę nadrabiać zaległości. Tempo wzrostu wydatków obronnych jest większe, ale nie da się kupić czasu, który przez lata tracono na założenie, iż amerykański parasol zawsze będzie dostępny w tej samej skali.

Najbardziej zaboli rozpoznanie, tankowanie i morze

Myśliwce i bombowce może i robią show, ale wojnę tak naprawdę wygrywa zaplecze. Tankowanie w powietrzu, rozpoznanie, eskorta i okręty podwodne – bez tego choćby najlepszy samolot to tylko po prostu drogi sprzęt.

Europa ma bardzo mocne armie, ale ich zdolności są nierównomierne. Francja i Wielka Brytania mają siły nuklearne i marynarki o globalnych ambicjach. Niemcy odbudowują zdolności po latach zaniedbań. Polska mocno inwestuje w wojska lądowe, artylerię, obronę powietrzną i lotnictwo. Państwa nordyckie oraz bałtyckie wnoszą bardzo istotne zdolności regionalne. Problem w tym, iż NATO działa jako system, a system jest tak mocny, jak jego najsłabsze elementy.

Jeżeli więc Amerykanie ograniczą wkład w obszarach, w których Europa była przyzwyczajona do ich dominacji, Sojusz będzie musiał szybciej przesuwać odpowiedzialność na europejskie państwa. To może być zdrowe w długim terminie, ale w krótkim terminie oznacza ryzyko luki. Szczególnie jeżeli decyzje polityczne będą szybsze niż zakupy, produkcja i szkolenie.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: af.mil; Canva Pro

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału