Afera z chińskim producentem laptopów – czy naprawdę wiesz, co kupujesz?

8 godzin temu

Zapytani o firmy wytwarzające laptopy, niemal wszyscy, na jednym oddechu, wymienimy gigantów takich jak Dell, HP, Lenovo, czy odrobinę mniejszych od nich graczy jak ASUS, Acer czy MSI. Jednakże na światowym rynku funkcjonuje dużo więcej firm, których logo znajdziemy na pokrywach mobilnych komputerów. Najnowsza afera z udziałem jednego z nich, chińskiej marki Chuwi, jest chyba dość dobrym wskaźnikiem tego, dlaczego komputerom z Państwa Środka czasem trzeba przyglądać się ze specjalną uwagą.

W świecie nowoczesnych technologii konsumenci przyzwyczaili się do agresywnego marketingu, jednak to, co odkryto w marcu 2026 roku w laptopach marki Chuwi, wykracza daleko poza ramy zwykłej manipulacji. Popularny producent budżetowej elektroniki został przyłapany na bezprecedensowym procederze sprzedawania starszych i znacznie słabszych procesorów jako nowoczesnych jednostek, stosując przy tym zaawansowane techniki cyfrowego maskowania prawdy.

Sama marka Chuwi, założona w 2004 roku w Shenzhen, przez lata budowała swoją pozycję jako jeden z najpopularniejszych chińskich producentów tzw. „tanich alternatyw”. Firma zasłynęła na rynkach globalnych, w tym w Polsce, oferując laptopy i tablety o designie łudząco przypominającym produkty Apple czy Microsoftu, ale za ułamek ich ceny. Choć urządzenia te często chwalono za niezłe ekrany i solidne obudowy, Chuwi od dawna zmagało się z opiniami o nierównej kontroli jakości oraz problematycznym serwisie pogwarancyjnym. Sam miałem okazję używać przez chwilę kilku urządzeń tego producenta i moje wrażenia były raczej pozytywne, mając oczywiście świadomość ich niskiej ceny.

Najnowsza afera stawia jednak pod znakiem zapytania nie tylko rzetelność techniczną, ale przede wszystkim etykę biznesową producenta z Shenzhen, który z dynamicznie rosnącego gracza sektora budżetowego stał się w oczach wielu branżowych ekspertów symbolem rynkowego oszustwa.

Nieoczekiwana zmiana

Cała sprawa nabrała rozgłosu dzięki wnikliwemu dochodzeniu redakcji serwisu Notebookcheck. Podczas rutynowych testów modelu Chuwi CoreBook X recenzenci zauważyli, iż wyniki w popularnych benchmarkach są podejrzanie niskie w zestawieniu z deklarowanym procesorem AMD Ryzen 5 7430U opartym na architekturze Zen 3. Jako ktoś, kto spędził lata także na technologicznych testach deep-dive, domyślam się, iż pierwszą myślą redaktorów Notebookchecka było “problem z zasilaniem CPU” lub “thermal throttling”, co, biorąc pod uwagę smukłą sylwetkę komputera, było całkiem prawdopodobne. Prawda była jednak znacznie bardziej skomplikowana. W środku, wbrew deklaracji producenta, nie znajdował się bowiem AMD Ryzen 5 7430U.

Tradycyjne metody diagnostyki sprzętu okazywały się bezużyteczne, ponieważ Menedżer zadań Windows, ustawienia BIOS-u, a choćby specjalistyczne narzędzia diagnostyczne jak CPU-Z czy HWiNFO zgodnie potwierdzały obecność nowszego układu. Prawda wyszła na jaw dopiero w momencie fizycznego demontażu laptopa i usunięcia układu chłodzenia, co odsłoniło CPU. Na procesorze widniało oznaczenie odpowiadające modelowi Ryzen 5 5500U, czyli jednostce starszej o trzy lata i opartej na poprzedniej generacji Zen 2.

Cecha AMD Ryzen 5 7430U (Deklarowany) AMD Ryzen 5 5500U (Faktyczny) Różnica / Skutek
Architektura Zen 3 (Barcelo-R) Zen 2 (Lucienne) Starsza generacja o niższym IPC
Data premiery 2023 r. 2021 r. 2 lata różnicy technologicznej
Liczba rdzeni / wątków 6 / 12 6 / 12 Brak różnicy w wielozadaniowości
Taktowanie Base / Boost 2.3 GHz / 4.3 GHz 2.1 GHz / 4.0 GHz Niższa wydajność w grach i aplikacjach
Pamięć L3 Cache 16 MB 8 MB 50% mniej pamięci podręcznej
Układ graficzny Radeon Graphics (7 rdzeni) Radeon Graphics (7 rdzeni) Podobna wydajność graficzna
Proces technologiczny 7 nm (TSMC) 7 nm (TSMC) Różne wersje procesu 7 nm TSMC
TDP 15 W 25 W W teorii większe wydzielanie ciepła

Początkowe próby uciszenia mediów przez Chuwi jedynie pogorszyły sytuację firmy. Zamiast uderzyć się w pierś, producent wystosował groźby prawne wobec portali technologicznych, twierdząc, iż publikacje naruszają dobre imię marki. gwałtownie jednak okazało się, iż nie był to odosobniony błąd produkcyjny, ale systematyczne działanie polegające na modyfikacji systemu układowego w celu sztucznej zmiany identyfikatora procesora. Proceder ten, znany w środowisku jako „spoofing”, miał na celu przekonanie klientów, iż płacą za nowoczesną technologię, podczas gdy w rzeczywistości otrzymywali podzespoły z 2021 roku ukryte pod cyfrową maską.

Skala skandalu zmusiła do reakcji samo AMD, które 18 marca 2026 roku wydało oficjalne oświadczenie potępiające działania chińskiego partnera. Gigant z Santa Clara podkreślił, iż nigdy nie autoryzował modyfikacji nazw swoich układów i uznał zachowanie Chuwi za rażące naruszenie umów licencyjnych. AMD zapowiedziało również podjęcie kroków prawnych, co w praktyce może oznaczać koniec współpracy z tym producentem. Dla użytkowników różnica ta jest dotkliwa, ponieważ architektura Zen 3 oferuje znacznie większą pamięć podręczną oraz wyższą wydajność, której oszukani klienci zostali pozbawieni.

Obecnie Chuwi, przyciśnięte do muru dowodami i reakcją rynku, uruchomiło program zwrotów dla dotkniętych modeli, w tym flagowych serii CoreBook X i Plus. Użytkownicy, którzy zakupili te urządzenia na przełomie 2025 i 2026 roku, powinni niezwłocznie skontaktować się ze sprzedawcami lub zaktualizować programy diagnostyczne do najnowszych wersji, które posiadają już łatki demaskujące to konkretne oszustwo.

Ruch pozbawiony sensu?

Pytanie tylko: po co chiński producent zmienił procesory w swoich komputerach? Można powiedzieć: dla zysku. Zapewne. Trudno jednak wyobrazić sobie rzeczywistość, w której ta sprawa nie wyszłaby na jaw. Zauważalnie niższe wyniki w benchmarkach syntetycznych po prostu musiały skłonić kogoś dociekliwego do sprawdzenia przyczyn. Czy zatem zarząd firmy dokonał autosabotażu? Trudno powiedzieć. Faktem jest, iż sprawa wydaje się po prostu dziwna. Nie mówimy przecież o marce, która pojawiła się wczoraj, by jutro zniknąć. To jednak dwie dekady działania, pewnego rodzaju rozpoznawalność, która teraz może choćby wzrosnąć, ale nie w sposób, który samej firmie pomoże.

Cała ta afera wydaje się być doskonałym przykładem biznesowej krótkowzroczności. Dla zwiększenia krótkoterminowego zysku adekwatnie pogrzebano dobre imię, owszem, niszowej, ale jednak obecnej od lat na rynku, marki. Chuwi raczej nieprędko odbuduje zaufanie klientów, prawda?

Otóż… niekoniecznie. W świecie technologicznej bańki łatwo zapomnieć, iż masowy konsument zwykle nie za bardzo wie, co kupuje. Nie ma świadomości dotyczącej przeszłości firmy, nie pochyla się nad jej strukturą własności, nie docieka gdzie wytwarzane są dane maszyny, czy wreszcie, choćby w Polsce nie przygląda się temu, czy dana marka zachowała się godnie i wycofała z rynku rosyjskiego po agresji na Ukrainę. prawdopodobnie choćby nie wszyscy klienci, którzy kupili felerny sprzęt, trafią na informację o tym, czego tak naprawdę używają.

Smutnym faktem jest niestety to, iż nieuczciwe praktyki nie zawsze kończą się wymierną karą wymierzoną przez, rzekomo nieomylny, wolny rynek. Przykładem może być to, co z taktowaniem SoC, z rzekomej troski o czas pracy na baterii, robiło Apple, dla starszych modeli iPhone. Po prostu, celowo spowalniano procesor, a użytkownik, czując wolniejszą pracę urządzenia, nabierał nagle większej chęci wymiany “starego, powolnego” na “nowe i szybkie”.

O ile chroniony przez wielki kapitał i armię prawników Apple może spać spokojnie, o tyle mniejsza marka, która dopiero walczy o pozycję, może kary wymierzonej przez rynek nie uniknąć. Tego zresztą wszystkim nam, ostatecznie przecież także klientom końcowym, życzę – aby tego rodzaju nieuczciwe praktyki niosły przykładne konsekwencje. Zyskamy na tym wszyscy.

Idź do oryginalnego materiału