5000 zł za puszczanie pasażerom muzyki. Kocham takie przepisy

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Jedną z tajemnic wszechświata, której wyjaśnienia nigdy nie doczekamy, jest kwestia publicznego słuchania muzyki w środkach komunikacji publicznej. Wchodzicie do autobusu lub pociągu, a przed wami jest on – DJ, którego sceną jest wasz środek transportu. Ktoś się za to w końcu wziął.

W ostatnich latach zauważyłem zmianę nawyków Polaków. Prawie nikt nie ma włączonych dźwięków w telefonie, zdecydowana większość używa go w trybie cichym. Dzisiaj dzwonki to domena starszych ludzi, a przecież jeszcze dekadę temu płaciliśmy za dodatkowe melodie w naszym telefonie. Dzisiaj gdy słyszę tyty Hello Moto tyty, to wiem, iż to albo ktoś, kto czeka na list z ZUS z wysokością emerytury albo człowiek pracujący w usługach gastronomicznych. Wszyscy inni żyją w ciszy i jest to piękne. Jednak jest jeden gatunek człowieka, chociaż zaliczenie ich do tego gatunku jest wątpliwe, który nie poddaje się modzie. To DJ z autobusu.

Spotykasz go na swojej drodze kilka razy w tygodniu, nie ma znaczenia czy był to 2005 czy 2026 r. Oni przez cały czas są wśród nas i puszczają nam muzykę, którą kochają. Najczęściej jest to wątpliwej jakości rozrywka. Baśka miała fajny biust, whisky moja żono, nie mam zamiaru się smucić, tylko zatracić się w tym co najlepsze, albo inna temperatura, jest pijana no i buja się po klubach. Jesteśmy torturowani marnym gustem muzycznym. Problem narasta od lat. Mimo iż słuchawki kosztują grosze, to DJ nie zamierza ich używać. Jest wierny idei.

Dobrej pory zawsze myślałem, iż lubię ludzi ideowych, którzy nie podążają bezmyślnie za trendami, nie są koniunkturalistami. Tacy ludzie są gotowi umrzeć za swoje przekonania. Niestety populacja DJ-ów wcale się nie zmienia. To stała liczba w społeczeństwie. Nie mam problemu ze zwróceniem uwagi takiemu osobnikowi, ale rzadko kiedy przynosi to efekty. W zależności od poziomu wykształcenia DJ-a usłyszę, żebym się nie interesowała, albo wypiera***. Nigdy nie wiesz, co się wylosuje. Okazuje się, iż ktoś się za to w końcu wziął. Szkoda, iż tak późno.

5000 zł kary za słuchanie muzyki bez słuchawek w pociągu

Powinien raczej napisać do 1000 funtów, bo tyle ma wynosić kara za słuchanie muzyki bez słuchawek w pociągach w Wielkiej Brytanii. Z kolei takie samo słuchanie w autobusie jest zagrożone grzywną do 100 funtów. Skąd różnica? W Wielkiej Brytanii te środki transportu podpadają pod inne przepisy i sądy. To na swój sposób zabawne, ale nie będziemy tu omawiać ułomnego brytyjskiego systemu prawnego.

Nowe przepisy ogłosił premier Andy Burham z mocą obowiązującą od 19 października 2026 r. Mają wyeliminować ze społeczności pasażerów, którzy zakłócają innym podróż, ale nie wiem, czy kara finansowa jest wystarczająco surowa. Rozważyłbym jednak dyby i publiczną chłostę. Przepisy mają uderzać nie tylko w słuchających muzykę, ale również w osoby oglądające filmy czy korzystające z social mediów w głośny sposób. Mają również skończyć z głośnymi rozmowami telefonicznymi w środkach transportu publicznego.

Tutaj trochę ubolewam, bo czasem słysząc takie rozmowy, człowiek może się wczuć. Dramaty, romanse biurowe, problemy natury egzystencjalnej. Dowiedzenie się co ktoś robił w weekend, miało jednak swój urok, ale rozumiem, iż nie każdy lubi słuchać publicznego ekshibicjonizmu.

Nowym przepisom towarzyszy kampania społeczna, w której pasażerowie proszeni są o współdzielenie transportu, ale nie hałasu. Zgrabne hasło. Kto wymierzy karę? Niestety nie kierowca, ale służby, które trzeba będzie powiadomić o irytującym współpasażerze.

Kocham te przepisy i chce je w Polsce

Najlepiej na wczoraj. Każdy z nas ma prawo do spokojnej jazdy środkami komunikacji publicznej. Niestety ta jest regularnie przerywana nie tylko przez DJ-ow, ale coraz większym problemem są ludzie przeglądający rolki. To jest masakra. Czas najwyższy rozwiązać ten problem.

Idź do oryginalnego materiału