16 rzeczy, które wiedziałeś o robotach koszących. I wiedziałeś je źle

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Roboty koszące z ciekawostki zmieniają się coraz szybciej w obowiązkowy element wyposażenia ogrodu. Co jednak z tego, co się o nich mówi, jest prawdą, a co nie?

Korzystając z tego, iż po moim trawniku przez lata jeździło już całkiem sporo tego typu sprzętów – mogę z łatwością kilka mitów obalić i kilka… potwierdzić.

Roboty koszące są trudne w montażu.

Fałsz. Przynajmniej w przypadku nowszych konstrukcji.

Owszem, dobrze pamiętam, iż za pierwszym razem instalacją robota w moim ogrodzie zajmował się specjalista, któremu też zabrało to trochę czasu. w tej chwili jednak – niespecjalnie jest się czego obawiać.

Przykładowo, kilka tygodni temu dotarła do mnie testowa Stiga A 6v – widoczna zresztą na zdjęciu powyżej. Instalacja robota ograniczała się do wyboru miejsca, gdzie trafi stacja ładowania, podłączenia jej do prądu i… to tyle. Potem zostaje nam się przeklikać przez kilka ustawień w aplikacji i można się zabrać za cyfrowe „rysowanie” trawnika.

A potem robot robi już wszystko sam.

Roboty koszące nadają się tylko do prostych trawników.

Fałsz. Mój trawnik nie jest prosty ani w kwestii obrysu, ani w kwestii nawierzchni, ani w kwestii tego, gdzie są jakie obszary do koszenia i jak do nich dotrzeć.

Wręcz przeciwnie – nawierzchnia mojego trawnika jest niesamowicie wręcz pofalowana, żadna z krawędzi nie jest linią prostą, do niektórych części trawnika robot musi sobie dojechać po ścieżce, a do tego na trasie przejazdu jest pełno przeszkód, np. w postaci pni po starych drzewach.

I co? I nic, wszystko działa jak trzeba. Aczkolwiek przyznaję, ze A 6v z kamerą i „wizją” radzi sobie w tych warunkach lepiej niż np. jeżdżący u mnie wcześniej model A 1500.

W skrócie: dobierzcie robota koszącego z systemem nawigacji dopasowanym do waszych trawnikowych warunków i będzie dobrze.

Takie codzienne koszenie zniszczy trawę!

Fałsz. Wręcz przeciwnie.

Przyznaję się – kiedy docierał do mnie pierwszy robot koszący, stan mojego trawnika był absolutnie fatalny – głównie dlatego, iż niespecjalnie się nim przejmowałem. Uznałem jednak, iż ustawię mu codzienny harmonogram i niech sobie kosi, co tam napotka po drodze.

Dość gwałtownie okazało się, iż takie codzienne koszenie nie tylko sprawia, iż trawnik nie tylko jest równo skoszony, ale też zaczyna zdecydowanie lepiej wyglądać. Jasne, nie samo koszenie mikroskopijnych końcówek trawy i „nawożenie” nimi trawnika nie zastąpi innych zabiegów pielęgnacyjnych, ale w moim przypadku okazało się najpierw dobrym pierwszym krokiem, a potem – świetnym uzupełnieniem pozostałych zabiegów.

Co istotne – tego, iż robot codziennie jeździ po trawniku, praktycznie nie widać, pomijając może eleganckie pasy, jeżeli robot, którego wybierzemy, potrafi takie pasy „rysować”.

Robot koszący nadaje się tylko do dużych trawników.

Fałsz. Mam trawnik – który sam w sobie wielki nie jest – podzielony na kilka segmentów. Najmniejszy z nich ma ok. 40 m2 i robot robi na nim świetną robotę, wliczając w to choćby rysowanie wspomnianych już pasów (tak, bardzo mi się to podoba).

Oczywiście można sobie zadać pytanie, przy jakiej powierzchni minimalnej jest sens kupować robota, a kiedy można to robić samemu. Aczkolwiek przyznaję, iż sam jakoś nigdy nie lubiłem kosić, a patrzenie na pracującego robota koszącego mnie relaksuje. Więc nie wiem, czy byłbym w stanie znaleźć minimalną powierzchnię, gdzie wolałbym wykonywać tę czynność manualnie.

Roboty koszące są ciche.

Prawda. Może z pominięciem wielkich robotów komercyjnych. Ale jeżeli zestawiamy je z podkaszarkami czy spalinowymi albo elektrycznymi kosiarkami „ręcznymi” – różnica jest gigantyczna.

Do tego stopnia, iż nie ma np. najmniejszego problemu, żeby w jednej części ogrodu urządzić sobie spotkanie za znajomymi, a w drugiej – zaledwie metr czy dwa dalej – pracował sobie robot. Zresztą ostatnio miałem podobną sytuację, gdzie znajomy siedzący ze mną za domem zapytał, czy ten robot, który obok nas jeździ, kosi, czy tylko się przemieszcza.

Oczywiście, iż kosi – po prostu to jest aż tak cichce.

Robot koszący nie zbiera skoszonej trawy, więc trzeba po nim sprzątać.

Fałsz. O ile robot jeździ regularnie, to ścinki, które generuje, są absolutnie mikroskopijne.

Robot koszący nie posprząta z trawnika liści jak „duża” kosiarka.

Prawda. Dużą kosiarkę, szczególnie z koszem, możemy w pewnym zakresie traktować jak odkurzacz do liści. Robot koszący natomiast część z nich może trochę pociąć, ale raczej nie jest to rozwiązanie problemu. Więc grabie w dłoń.

Na zimę trzeba wszystko demontować i chować.

Częściowo prawda. O ile stacja dokująca może zostać na dworze, o tyle zasilacz zabrałbym do domu, a robota schował gdzieś w szopie. U mnie sprawdziło się to przez ostatnie lata bez pudła – A 1500 przezimował w szopie, stacja została gdzie była, na wiosnę wszystko działało.

Przy okazji ciekawostka – aktualnie testowany przeze mnie A 6v ma bardzo przyjemny patent odnośnie zimy. Złącze ładowania robota jest odchylane i na zimę można je złożyć „do” obudowy, żeby ochronić je przed czynnikami pogodowymi.

Jak kupisz robota, to przestaniesz się interesować ogrodem.

Fałsz. Przynajmniej w moim przypadku było absolutnie odwrotnie. Po tym, jak okazało się, iż samo regularne koszenie może znacząco poprawić wygląd trawnika i iż tym trawnikiem w dużej mierze zajmie się robot, a nie ja – wpadłem trochę w wir spontanicznych prac w ogrodzie. Ogrodzie, któremu wcześniej absolutnie nie poświęcałem czasu, a który teraz zmienia się z dnia na dzień.

I tak – trawnikiem teraz też się zajmuje, po prostu odpada mi koszenie go.

Roboty koszące mają problem z deszczem.

Fałsz. A 1500 stało u mnie przez rok – albo i więcej czasu – wystawione na każdy deszcz, jaki tylko pojawiał się w okolicy. I co? I kompletnie nic.

Jedyny problem, jaki może mieć miejsce, to jazda robota po mokrej ziemi, bo akurat w tym przypadku faktycznie czasem mogą zostać jakieś ślady. Tyle tylko, iż nikt nie broni nam wybrać robota z czujnikiem deszczu, który po wykryciu opadów odczeka ustalony czas z rozpoczęciem pracy. Ba, wręcz należy szukać robota, który umie coś takiego:

I problem z głowy.

Robot koszący nie wymaga od nas absolutnie niczego.

Fałsz. Tzn. muszę przyznać, iż w porównaniu z moją kosiarką spalinową, z którą przed każdym sezonem coś się działo – i to poza standardowym serwisem – robot koszący jest niemal bezobsługowy.

Z drugiej strony, żeby było zgodnie z prawdą – od czasu do czasu warto go wyczyścić, wymienić ostrza i dać na przegląd do serwisu. Ale poza tym to adekwatnie tyle przygód, ile spotkało mnie przez ostatnie lata.

A kosiarka spalinowa w tym sezonie ostatecznie po prostu padła.

Robot z GPS RTK nadaje się tylko na idealnie otwarte przestrzenie.

Skomplikowane.

Z jednej strony – najlepsze rezultaty uzyskamy wtedy, kiedy niebo jest idealnie widoczne z poziomu naszego trawnika. Z drugiej – mój trawnik wygląda tak:

I jednocześnie korzystam od ponad roku z robota właśnie z GPS RTK. Najpierw z modelu A 1500, a teraz – testowo – z A 6v. I… to działa.

Aczkolwiek, jeżeli ktoś planuje podobne rozwiązanie, zalecałbym mocno skupić uwagę na robotach, które poza GPS RTK mają jeszcze jakiś pomocniczy system nawigacji, tak jak wspomniana A 6v. Pozornie kamera w robocie może nie brzmieć jak gigantyczna zmiana, ale w praktyce różnica jest ogromna – wliczając w to i unikanie przeszkód, i koszenie przy krawędziach, i samo orientowanie się w przestrzeni.

Robot z GPS RTK wymaga anteny, którą trzeba zamontować gdzieś wysoko.

Fałsz. Aczkolwiek zależy to od modelu.

Zazwyczaj jednak w przypadku nowych modeli odchodzi się od wymagania dodatkowej stacji referencyjnej, przy jednoczesnym zachowaniu precyzji koszenia.

Dlatego też ta instalacja A 6v była w moim przypadku taka prosta. W przypadku A 1500 musiałem już wynieść stację referencyjną na dach i choć była to jednorazowa robota – to bez tego zawsze milej.

Roboty z GPS RTK nie mogą mieć stacji dokowania tuż przy domu.

Fałsz. Może i teoria jest taka, iż nie powinny, bo sygnał i tak dalej, ale w moim przypadku zarówno A 1500 jak i A 6v mają stację, która końcem prawie iż dotyka ściany domu.

Na jednym i drugim robocie koszącym nie robi to większego wrażenia, szczególnie przy ustawieniu trybu „długiego wyjazdu”. Przy tym ustawieniu robot odjeżdża na określoną odległość od bazy w linii prostej i dopiero wtedy zaczyna szukanie. Co ciekawe, A 1500 i tak potrzebuje trochę czasu w rozpoczęcie pracy, A 6v startuje niemal natychmiastowo.

Roboty koszące koszą „byle jak”.

Fałsz. Choć zależy od modelu.

O ile proste roboty koszące korzystające z przewodu ograniczającego faktycznie jeżdżą raczej chaotycznie, o tyle bardziej zaawansowane sprzęty z takim chaosem nie mają nic wspólnego.

I ponownie przykład z mojego trawnika – A 1500 czy A 6v potrafią kosić tak, żeby nie było widać, ale mogą też kosić w pasy albo w kratkę, a do tego na każdym fragmencie ogrodu możemy wybrać inny wzór. I tak – ten efekt widać.

Te „lepsze” roboty są piekielnie drogie.

Oczywiście zależy od tego, jak definiujemy „drogie”, ale skłaniałbym się ku stwierdzeniu, iż to fałsz.

Przykładowo – jeszcze nie tak dawno temu dobry robot z GPS RTK wyceniony na okolice 8 albo 10 tys. zł nie był niczym zaskakującym. Teraz natomiast np. goszczący u mnie model A 6v, czyli i GPS RTK, i kamera z AI, może być nasz za ok. 4 tys. zł.

Czyli mówimy o kwocie niższej, niż ta, którą niektórzy wydają na robota odkurzającego do domu. A to już jest zdecydowanie coś.

Jak raz kupisz takiego robota, to nie wrócisz już do manualnego koszenia.

Prawda. Przynajmniej w moim przypadku.

O ile tak jak wspomniałem – zwiększyła się zdecydowanie liczba rzeczy, które robię w ogrodzie – to koszenie trawy samodzielnie zdecydowanie nie wróci do łask.

Idź do oryginalnego materiału