Zburzą wstydliwą wizytówkę miasta. Trzeba było ją ratować

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Gdańsk wstydzi się swojego dworca PKS i ma mocne powody, ale czy rzeczywiście rozbiórka musi być jedynym wyjściem?

„Wszystko zabite dechami (…) Wszystko wygląda jak po jakimś pożarze” – napisał pisarz Michał Witkowski, podsumowując swoją wizytę na gdańskim dworcu PKS. Krytyczną ocenę natychmiast podchwyciły lokalne media. Jednak nie po to, aby stanąć w obronie i przeprowadzić kontratak w stylu „jak się nie podoba, to proszę nie przyjeżdżać!”. Lokalny patriotyzm nie może zakłamywać rzeczywistości, a ta na tym dworcu jest szara, brzydka i smutna.

W Gdańsku doskonale zdają sobie z tego sprawę. 2025, „Dziennik Bałtycki”: „Gdański dworzec PKS – brzydka antywizytówka miasta”. 2023, ten sam serwis: „Wątpliwa wizytówka Gdańska. Ćwierć wieku upadku dworca PKS”. 2021, trójmiasto.pl: „Dworzec, na którym zatrzymał się czas”. I można by było pewnie tak dalej, ale nie kopmy już leżącego. Co najwyżej drobny cios w postaci przytoczenia wyników ankiety. Dla 64 proc. czytelników trójmiasto.pl dworzec wygląda jakby był „niemyty i niesprzątany od 50 lat”. Dla 20 proc. to betonowa antyreklama miasta. Tylko 6 proc. twierdzi, iż to dworzec jak dworzec. Wyobrażam sobie, iż to żartownisie z Gdyni klikali w tę odpowiedź, żeby wkurzyć sąsiadów, denerwujących się na tych, którzy przymykają oczy na wieloletnie zaniedbania i nie chcą zmian.

Jego budowę zakończono 18 marca 1973 r. Rok później obiekt wyróżniono nagrodą ministra budownictwa. Dobre złego początki. Gdyby był to dobrze zapowiadający się aktor, muzyk czy sportowiec, moglibyśmy powiedzieć, iż dworzec spoczął na laurach. Tyle iż architektura sama o siebie nie zadba, nie jest kowalem własnego losu. Nie będzie lśnić, jeżeli się o niej zapomni. Wiedzą o tym, nauczeni na swoich błędach, w Katowicach (nieodżałowany dworzec!) i wielu innych polskich miastach. Bolesną lekcję musiał dostać też Gdańsk.

Nie dość, iż nie pomagali, to ciągnęli na dno. Opisujący losy budynku Stanisław Balicki na łamach „Dziennika Bałtyckiego” przypominał:

Już od lat 90., gdy PKS, właściciel dworca, popadał w coraz większe kłopoty, budynek stawał się coraz bardziej zaniedbany. Nie pomagało sąsiedztwo działającego w górujących nad dworcem fortyfikacjach klubu. Zakamarki kompleksu dworcowego stały się miejscem załatwiania potrzeb fizjologicznych, na niesprzątanych posadzkach można było znaleźć strzykawki po „kompocie”, tzw. polskiej heroinie, czyli wywarze makowym.

Czy to właśnie takie sceny decydowały o niechęci do transportu publicznego?

Przyłożyły rękę do tego, iż na ulicach dziś rządzą samochody? Pewnie trochę tak. Na dawnym Fabrycznym też lepiej było nie włóczyć się samemu wieczorami. Na archiwalnych nagraniach, do których wielu dziś wzdycha wspominając dawne czasy, powinna być puszczana piosenka „Strzeż się tych miejsc”. W Łodzi wielu przypomina o kultowych już budkach stojących nieopodal przystanków, serwujących hamburgery i zapiekanki, ale ja pamiętam, iż było też bardzo nieprzyjemnie za sprawą kręcących się osobników, zaczepiających każdego, kto nie zdołał im umknąć. Nie sądzę, by zbierali pieniądze na podróż, choć chyba też chodziło o swego rodzaju odlot.

Klub i dworzec. Co za połączenie. Kto mógł na to wpaść? pozostało ważniejsze pytanie: kto mógł na to pozwolić? To też znamienny, symboliczny przykład, czym stał się transport publiczny. Kulą u nogi. Autobusy, przystanki? Komu to potrzebne. Pamiętam mały dworzec autobusowy na trasie do Łodzi. W nie tak odległych czasach było pięć albo i choćby sześć stanowisk. Niezadaszonych, ale obok była poczekalnia. W nie najlepszym stanie. Było zimno, ale nie kapało na głowę. A jak się zamknęło drzwi, to choćby nie wiało. No dobrze, tylko trochę – wiatr dostawał się przez wybite okna.

A teraz? Jedno stanowisko. Na pozostałych wyrósł market budowlany i miejsca parkingowe. Małego, oszklonego budyneczku poczekalni też już nie ma. Parking zamiast przystanków – czasami symbolika jest zbyt brutalna.

Gdańskiego dworca PKS w takiej formie też ma już nie być

Decyzja zapadła, będzie rozbiórka. Co w zamian? Zielony teren pomiędzy dwoma budynkami, w których znajdą się biura, sklepy, usługi, miejsca noclegowe i mieszkania. Autobusy zjadą pod ziemię. To częste rozwiązanie – tak jest choćby na nowym dworcu Łódź Fabryczna. Na wizualizacjach widzimy budowle z czerwonej cegły, wreszcie pasujące do znajdującego się nieopodal dworca PKP. Tak zachwycającego, iż Japończycy postanowili go swego czasu skopiować. Po remoncie robi jeszcze większe wrażenie. A znajdujący za nim zły brat, dworzec PKS, niedługo przestanie straszyć.

Czyli szczęśliwe zakończenie. Tak, tyle że… nie do końca. Gdański dworzec nie zachwyca, to jasne, ale to przecież nie jego wina – zauważa Jędrzej Włodarczyk. To właśnie on stworzył petycję „Uratujmy Dworzec PKS w Gdańsku!”.

Wiem, iż jestem odosobniony, ale ja widzę potencjał Dworca PKS (bardziej niż LOT-u) i uważam, iż jego brzydota wynika głównie z dekad zaniedbań. Tam się aż klei od brudu i złuszczonej farby. Czy ktoś tam robił remont w okresie III RP? Kiedykolwiek? Architektonicznie to typowy modernizm epoki Gierka. Ma swoją wartość, ma swój styl. Ta fasada mogłaby zostać, gdyby tylko mądrze to wpasować w coś nowego. A może gruntowna przebudowa/rozbudowa? Cały teren wymaga przemyślenia – napisał na Facebooku.

https://www.facebook.com/jedrzej.wlodarczyk/posts/pfbid02QRG9ACZuzKCDbwfaVKmgYjbQFZzBpUVrZYVwCSjYZtzu6PnEzVKNo54vtrS5qjp5l

Z kolei w petycji czytamy:

Dziś budynek jest w okropnym stanie nie dlatego, iż jest „zły”, ale dlatego, iż przez pięć dekad nikt o niego realnie nie zadbał. Od krytyków architektury epoki Polski Ludowej słyszymy, iż „wszystko, co powstało w PRL musi lądować na śmietniku historii”. To logika, która prowadzi do tracenia kolejnych fragmentów historii miasta. Polityka, ideologia i emocjonalne uprzedzenia nie powinny decydować o kształcie przestrzeni miejskiej. Architektura nie ma poglądów, może być zwyczajnie dobra lub zła, funkcjonalna lub nieprzydatna.

Zdaniem autora Gdańsk „nie powinien iść w stronę najprostszej opcji: buldożer i pustka”. To niestety kierunek atrakcyjny nie tylko nad morzem.

Zmian nie mogą doczekać się też w Warszawie. Dworzec Zachodni straszy od lat. Kilka lat temu musiałem wracać ze stolicy nocą. Autobus do Łodzi odjeżdżał po północy. Na rozkładzie był, ale wśród miejscowości, przez które przejeżdżał, nie było mojego miasta. Były za to znacznie mniejsze, znane chyba tylko tym, którzy w nich mieszkali. Dookoła noc, ponuro, brzydko, a informacja pasażerka dorzuca kolejną przeszkodę. Jakby to był eksperyment społeczny: ile rzeczy można zrobić nie tak, aby w końcu ludzie zrezygnowali z autobusów?

Jeśli ktoś faktycznie wpadł na takie szalone przedsięwzięcie, to projekt trwa nadal. Portal tvn24.pl pisał o Zachodnim:

Klimat przypomina nieco Dworzec Centralny z lat 90. XX wieku. (…) W ofercie startery największych operatorów. W kantorze można wymienić gotówkę, a w sklepie typu „mydło i powidło” kupić power bank czy ładowarkę. Ale są też pawilony z bardziej wyszukanymi produktami, jeden oferuje na przykład biżuterię z Pakistanu.

Miało by to swój urok, przynajmniej nie jest tak jak wszędzie, ale to lata 90. w tym najgorszym wydaniu i wspomnieniu. Niebezpiecznym, wręcz mafijnym. Dworzec Zachodni wyleczy każdego z nostalgii, więc może dlatego na wszelki wypadek go unikam.

Są plany, żeby tę przestrzeń zmienić. Dworzec autobusowy miałby zejść pod ziemię, ale myśli się też o opracowaniu projektu „kompleksowej modernizacji dworca oraz nowej koncepcji oraz realizacji zadaszenia peronów przystankowych”.

Dworzec Zachodni to interesujący przykład

PKS straszy, a obok wielka, imponująca inwestycja PKP. Tak jest też w Olsztynie. Poruszający się pociągami odjeżdżają z wyremontowanego dworca, bardzo ładnego. To interesująca architektura. Ale tuż przy niej są pozostałości po autobusowej potędze.

Jeszcze stoi imponujący wieżowiec. Zaniedbany, ale choćby brud nie jest w stanie ukryć jego dawnego i ciągle drzemiącego w nim piękna. Rozczula mnie ciągle widoczny, przepiękny napis „księgarnia”. Złowieszczo brzmi z kolei zawieszony na górze baner, wielki wyrzut sumienia i przy okazji akt oskarżenia.

Potrafię sobie wyobrazić, iż w Olsztynie niektórzy chcieliby pożegnać ten relikt przeszłości, tak bardzo niepasujący do nowego dworcowego otoczenia. Eleganckiego, przemyślanego, dobrze zaprojektowanego. Ale jaka byłaby szkoda, gdyby zapadła decyzja o rozbiórce. Tylko co z tym kolosem zrobić? Przerobić na biura, mieszkania? Czy jest taka potrzeba?

Wbrew pozorom kolejowe dworce nie są uprzywilejowane. I na nie co chwila ktoś dybie. Dworzec w Częstochowie, młody, symbol szalonych lat 90.? Do rozbiórki. Łódź Kaliska? Nie był piękny, to fakt, ale to, co powstało w jego miejscu, pozostało gorsze.

Słusznie pyta autor petycji, która dotyczy gdańskiego dworca:

To dobry moment, by zdecydować, czy chcemy budować przyszłość, tracąc własną tożsamość – czy potrafimy ją twórczo wykorzystać.

Na szczęście nie zawsze odpowiedzieć brzmi „nie!”. Nadzieję daje dworzec PKS w Kielcach. Swoim wyglądem od dawna przypominał UFO. Nie kręcono głową, iż jest dziwny, przestarzały, a w korytarzach niezbyt pięknie, jak i w poczekalni. Wyremontowali i zrobili dumę miasta, prawdziwą wizytówkę.

https://www.facebook.com/kielce.oficjalna/posts/pfbid02fErYedj72Tii1rpHYuMtzA8ACdWhoivrTMCBqU3udFbsAwNAEb11UpJqLpwaP9THl

Być może dworzec przetrwał, bo to prawdziwy oryginał. Te mniej spektakularne projekty, które są jednak świadectwem epoki i dawnej architektury, też powinny dostać szansę. Taką prawdziwą, realną. Dziś ocenia się je przez pryzmat zaniedbań. Zrozumiałe, iż werdykt jest surowy. Tylko czy winę za to musi ponosić budynek, o którym przez lata zapomniano?

Idź do oryginalnego materiału